Drodzy Czytelnicy - wracamy po ponad roku!
W marcu 2016 straciliśmy kontrolę nad naszym fundacyjnym blogiem. Po wielu miesiącach udało się odzyskać dostęp do zhakowanego konta i wracamy do Was. Posty datowane między 03.3016 a 09.2017 to rekonstrukcja wydarzeń w tego okresu. Bieżące prowadzenie rozpocznie się najprawdopodobniej w listopadzie 2017. Bardzo przepraszamy za niedogodności i dziękujemy za czas oczekiwania na aktualności ze świata naszych Podopiecznych.

Szukaj na tym blogu

wtorek, 10 października 2017

Wspieramy przedsiębiorczość: Michelle i jej narzędzia fryzjerskie

Michele napisała do nas list. Uczyła się pilnie i chciałaby dostać szansę i udowodnić, że umie się za to odwdzięczyć – przede wszystkim mamie.
Ukończyła szkołę fryzjerską, jednak bez znajomości trudno jej znaleźć zatrudnienie. Aby zacząć samodzielne życie i pomóc mamie, potrzebuje wsparcia by zakupić podstawowe materiału na początek i drobne wyposażenie zakładu fryzjerskiego.

Poza listem od Michele, s.Alina napisała do nas tak: 
„Pragnę potwierdzić znajomość Michele, która prosi o pomoc wyposażenia zakładu fryzjerskiego. Od 5 lat znam tę rodzinę, mama finansowała jej formację fryzjerską, jednak nie stać ją na zakup potrzebnych materiałów, by Michele mogła rozpocząć pracę. Ma bowiem drugą córkę, której finansuje studia. Mama pracuje jako nauczycielka w liceum, samotnie wychowuje dzieci. Dziękuję za pomoc w imieniu rodziny a także samej zainteresowanej oraz własnej. Mam nadzieje ze pomoc pomoże w rozpoczęciu samodzielnej pracy.”
Chcielibyśmy docenić mamę, która mimo trudności pracuje, wychowuje dzieci i w dodatku wie co to edukacja i jak jest ważna. Nie każda mama w kraju Afrykańskim to rozumie, żyjąc problemami i desperacją dnia codziennego.
Chcielibyśmy także docenić Michele, której nie finansowaliśmy nauki, ale możemy dofinansować start w dorosłość.
Aby to zrealizować potrzebujemy: 4278,29zł
Zakupimy za to:
  • maszynkę do golenia
  • suszarkę fryzjerską
  • suszarkę hełmową
  • nożyczki , szczotki, grzebienie i pozostałe akcesoria fryzjerskie właściwe dla afrykańskich włosów i fryzur
  • maszynę do odkażania
  • podstawowe kosmetyki na dobry początek
Po zakupie i rozpoczęciu działalności Darczyńca otrzyma zdjęcia oraz list Michelle.
Od Fundacji – najszczersze formalne podziękowania.
Będziemy także monitorować funkcjonowanie zakładu Michele w przyszłości.
Możesz pomóc? /wsparcie jednorazowe lub w ratach, nie jest to przystąpieniem do wieloletniej adopcji/

Napisz na adopcja@majaprzyszlosc.org.pl

niedziela, 25 grudnia 2016

Wyjątkowe Boże Narodzenie w domu dziecka - dzięki Wam!

Do domu Reginy i Steva trafiliśmy w styczniu tego roku.
Dramatyczne i bardzo brutalne dzieciństwo wszystkich dzieci z domu dziecka, jest dla nas nadal trudne do przyjęcia. 
Ile złego może zrobić dorosły dziecku i do czego się posunąć, to bywa czasem nie do opisania...

Od roku dzieci są pod naszą finansową opieką i próbujemy zdobyć środki, by zbudować dla nich odpowiednią placówkę, która umożliwi działanie ośrodka zgodnie z kenijskimi i międzynarodowymi przepisami, ale na większą skalę, a jednocześnie zapewni tej rodzinie - bo tym faktycznie są i tak o sobie mówią - spokój finansowy.

W tym roku, poza dożywianiem zgodnie z zakupionymi przez Państwa produktami z fundacyjnego sklepiku, w tym bardzo drogim mlekiem w puszce oraz dofinansowaniem nauki, pomogliśmy także na Święta. Udało się to zrealizować ten olan tylko dzięki wpłatom Darczyńców. Dziękujemy!
Dzieci zwykle jedzą fasolę, placki kukurydziane (chipati), lub sycąca papkę z mąki kukurydzianej, na szczęście ich posiłki znacznie się poprawiły odkąd przejęliśmy finansowanie szkół i przedszkoli, także szkół specjalnych do których uczęszczają.

Święta 2016 były wyjątkowe. Jak zawsze w tym domu - ciepłe, rodzinne, kolorowe i z choinką. Jednak w tym roku pojawił się także tajemniczy worek z prawdziwymi prezentami dla każdego Z OSOBNA, a nawet Św.Mikołaj! (spotkany w pobliskim sklepie - nie wszystkie dzieci były na tyle odważne jak Timothy czy Ramsey, by z uśmiechem usiąść na kolanie brodatego pana, ale któż z nas nie ma zapłakanych pierwszych zdjęć z Mikołajem? :)

Dzięki wpłatom na Syte Święta, udało się także zakupić po małym drobiazgu pod choinkę. Radość była zarówno obdarowanych, jak i z samego pakowania. Zapachy z garnków, unoszący się aromat mięsa, sosu, pełne miski i brzuchy. To synonim udanych Świąt. Gdy dodamy do tego pieniądze na koncie, by za kilka dni opłacić I term (semestr) szkolny 2017 dla wszystkich dzieci - to już naprawdę pełna radość.

Upominki nie były obfite, dania wyszukane, ale radość tego Bożego Narodzenia przypomina nam ten sam moment w Kigera Etuma, w grudniu 2013 roku, po roku działania programu (patrz archiwum bloga).
Nie było tego dużo, ale jak widać wystarczyło, by czas upłynął im naprawdę wyjątkowo.

Dziękujemy Reginie, Stevowi oraz ich współpracownikom za wspaniale przygotowane Święta i życzymy wszystkim domownikom oraz Czytelnikom bloga wszystkiego co najlepsze na ten wyjątkowy czas oraz spełnienia marzeń w nowym roku.

Ze swojej strony Regina i Steve dziękują za taka możliwość przygotowania tak wyjątkowych, bogatych, kilkudniowych Świąt Bożonarodzeniowych. Asante!





















piątek, 1 lipca 2016

Francis ukończył staż z wyróżnieniem. Program edukacyjny Adopcja Serca działa.

Francis jeden z naszych podopiecznych z Kenii jest studentem zarządzania po skończonej wcześniej antropologii. Bardzo wczesną wiosną prosiliśmy o wsparcie dla niego w wysokości 120 EURO w związku ze stażem. W ciągu kilku dni napisała do nas p. Agnieszka i wraz z mężem dofinansowali Francisowi staż. Jesteśmy ogromnie wdzięczni za ten dar.
Poniżej listy Francisa z informacjami o samym stażu oraz już po nim. Program stypendialny adopcja serca naprawdę działa. Wykształceni, mogą znaleźć pracę i nie są już beneficjentami pomocy. Teraz Francis sam utrzyma i wykształci swoją rodzinę,a jego życie będzie na pewno inne niż niepiśmiennych rodziców. Może być szczęśliwsze, bo mniej głodne – to już wszystko w rękach Francisa, ale przynajmniej ma wybór. Starsze pokolenia go nie miały.
Francis ukończył staż z wyróżnieniem, co ogromnie nas cieszy i napawa dumą.Wiemy już także, że zrobił bardzo dobre wrażenie z w jednej z firm i najprawdopodobniej ma już tam zapewnioną pracę po studiach :) Gratulujemy!
Szkoła wysłała go do 8 (ośmiu) przedsiębiorstw, aby sprawdzić te wszystkie wiadomości w praktyce i go ocenić. Pozwoli to firmom oraz nam zapoznać się ze sobą nawzajem. Z tego też względu, musiał zapłacić jeszcze sumę 80000 FCFA = 120 euro aby dostać się na staż, które były mu potrzebne do pracy w tych firmach (3 w Duala, 1 w Edea, 4 w Limbe).
List o stażu:
„Droga rodzino,
Staż, na który wyjeżdżam jest stażem akademickim. Jest nas w sumie 40 studentów. Będziemy się przemieszczać między miastami Duala-Jaunde; Duala-Limbe; Duala-Edea. Odległość między Duala-Jaunde to 201,62 km, odległość między Duala-Edea to 66 km, natomiast odległość Duala-Limbe to 71 km.
Będziemy mieszkać w motelach opłacanych przez szkołę. Zadaniem komisji stażystów jest znalezienie moteli, które będą znajdowały się blisko miejsc pracy.
W każdej ze struktur lub firm będziemy współpracować z Konsultantami do Spraw Finansowych (Rattachés des Affaires Financières – RAF) oraz księgowymi (COM.M). Każdy student musi teraz posiadać swoje rzeczy potrzebne do pracy w firmie, to znaczy terminarze i teczki na dokumenty, których jeden zestaw kosztuje 120 euro.  Moim zadaniem jest sporządzić  następujące dokumenty: OPD (Operations Diverses – Różne Operacje); DRF (Demande de Remboursement Financer – Wniosek o Zwrot Opłat); BIDA (Bank IDA); ACL (Achat Locaux – Zakupy Lokalne). Spędzamy w każdej firmie jeden lub dwa dni, według kolejności przyjazdu każdego ze studentów. Trwa to w sumie półtora tygodnia. Nasza praca obejmuje zajmowanie się księgowością lub bilansami w formie konsultacji z działem finansów, wpływami i wydatkami za każdy miesiąc od stycznia do marca.
To w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o te firmy.
Dziękuję wam za waszą dobroć, którą mi okazaliście. Dziękuję wam bardzo i pozdrawiam was.
Francis”

A oto list po stażu:
Witajcie, droga rodzino!
Niebo dało mi kolejną okazję, aby podzielić się z Wami moimi nowinami i otrzymać Wasze. Piszę do Was ten list z radością. Mam nadzieję, że jesteście w dobrym zdrowiu, niezależnie od pogody, jaka u Was w tej chwili panuje.
Tutaj mamy się dobrze. Aktualnie trwa pora deszczowa i niemal każdego wieczora w mieście stołecznym Jaunde pada. Miło spędziliśmy święta wielkanocne. Następnie natomiast zostaliśmy zaproszeni do świętowania 800 lat istnienia zakonu Dominikanów… ale, niestety, wypadało to w te same dni, co mój staż akademicki. Odbywał się on w gospodarczej stolicy, czyli Duali, a także w Limbé nad morzem oraz w Edéa, która znajduje się między Dualą a Jaunde. Trwało to półtora tygodnia, a więc dziesięć (10) dni. Moim zadaniem było sporządzanie raportów finansowych w związku z dokumentami wyjazdowymi każdego z pracowników. W końcu tworzono na tej podstawie dokumenty o których pisałem w poprzednim liście. Staż minął w porządku i czekam na referencje z różnych firm, w których pracowałem. Teraz już wróciłem, aby uczyć się nowych przedmiotów i przygotować się do zajęć na drugim roku. Poza tym, nadal pomagam na misji młodszym uczniom, przygotować się do pisania egzaminu BEPC (gimnazjalnego) w środy i soboty.
Dziękuję Wam za Wasz ogromny wkład w to, że możemy brać udział w ŚDM w Polsce. Ale na razie czekamy na otrzymanie wiz od Ambasady i dużo modlimy się w tym celu. Będę Wam przesyłał informację na bieżąco.
Moi kochani, przyjmijcie moje najszczersze wyrazy wdzięczności.
Pozdrawiam Was!
Francis
Jedynym cieniem w ostatnich tygodniach był fakt, że przez zaniedbanie urzędnika (zagubione dokumenty) Francis nie otrzymał jednak upragnionej wizy na przyjazd do Polski na Światowe Dni Młodzieży i nie udało nam się z nim spotkać, gdyż nie dane było mu przyjechać na to ważne wydarzenie.

----

W chwilach, gdy stosunkowo niewielkie koszty pojawiają się nagle, trudniej jest poprosić o pomoc. Czasem to kwestia godzin – jak w przypadku zdecydowania się na staż lub np. dofinansowania leczenia dziecka w szpitalu, przewozu dziecka niepełnosprawnego lub wysłaniu paczki z darami o dużej wartości, czy ubezpieczeniu wolontariuszy na akcji charytatywnej.
Bardzo pomocne są wtedy środki stałe w organizacji.
Zlecenie na 15-20 zł, ustawione na dogodny dla Darczyńcy dzień miesiąca.


Jeśli możesz ustawić 20 zł, jako stałe miesięczne zlecenie „na realizację celów statutowych – darowizna” – będziemy Ci ogromnie zobowiązani. Z tych środków korzystamy w sytuacjach, gdy zrobienie akcji, zbiórki, projektu nie wchodzi w grę, a sprawa nagli lub w sytuacjach, gdy brak środków na rzeczy drobniejsze, uniemożliwia nam pozyskanie lub wygenerowanie z działalności większej puli pieniędzy na potrzeby Podopiecznych.
Dane do stałego zlecenia (można je ustawić na rachunku bankowym w każdym banku):
Fundacja Mają Przyszłość
ul. Młyńska 45
62-070 Konarzewo
Alior BAnk: 65 2490 0005 0000 4520 4418 9818
Tytuł zlecenia: „darowizna na realizację celów statutowych”
Kwota 10 – 15 – 20 zł (lub wg uznania)
/wszystkie darowizny można odliczyć w zeznaniu rocznym PIT / CIT)/

Pokusimy się nawet o prośbę, by po 3-4 miesiącach napisać do nas, jeśli ten brak 10-20 zł faktycznie się odczuje. Jeżeli na koniec miesiąca dopada Cie myśl „gdybym nie przekazał, byłoby mi teraz łatwiej” lub „a jednak ta kwota robi różnicę na budżecie domowym”, „żałuję”- chętnie przeczytałabym, czy tak jest. Być może. Nie wiemy.
Koniecznie napisz nam o tym jak czujesz się ze stałym zleceniem: fundacja@majaprzyszlosc.org.pl

Być może masz inną Organizację, która jest Ci bliższa – pomaga zwierzętom, działa w obszarze ekologii – złóż stałe zlecenie na 10 zł dla nich. Nie zaszkodzi im na pewno :)

niedziela, 27 marca 2016

Wielkanoc 2016 - życzenia dla Darczyńców od s.Aliny


Z naszymi dzieciakami rozpoczęłyśmy w wielki poście modlitewne wizyty w ich domach. W roku miłosierdzia modlimy się wspólnie koronką do Bożego miłosierdzia z całymi rodzinami przy okazji domowych odwiedzin. Niektórzy czekają na nas i bardzo to przeżywają a w niektórych domach jak zawsze brak rodziców…


Kochane Rodziny Fundacji Mają Przyszłość !
Bardzo wszystkich serdecznie pozdrawiam już świątecznie i przesyłam najlepsze życzenia wielkanocne.
Niech Zmartwychwstały Jezus przeniknie nasze serca swoim światłem, niech rozpromieni wszystkie mroki, uleczy rany, umocni nadzieje oraz napełni miłością byśmy każdego dnia byli świadkami Jego miłosierdzia. Prawdziwie radosnych pełnych rodzinnego ciepła czasu Wielkiej Nocy z darem modlitwy, polecając się Waszej s.Alina
….a w Yaounde ciepło w tym roku pora sucha jest naprawdę sucha bo od listopada nie było deszczu. Stąd ciężko z ogromną ilością kurzu po ciężkim harmatanie ( burzy piaskowej). Wiele osób choruje z powodu trudności z oddychaniem, nas też nie ominęło…ale od Wielkiego Tygodnia zaczęło padać jest więc chłodniej i cóż dachy ciekną nadal…
Słabsi w nauce nadal przychodzą na naszą misję na korepetycje, które udzielają im nasze siostry Rose i Adrienne. Natomiast młodym szczególni e tym, których czekają egzaminy pomagają nasi studenci Francis i Bernard. Czasu coraz mniej a egzamin trzeba zdać. Z naszą młodzieżą dominikańską wykonujemy dziesiątki różańca. Dzięki tej akcji młodzi mogą zarobić sobie na wzięcie udziału w pielgrzymce czy zakupie koszulki grupowej. Młodzi są bardzo zaangażowani i dobrze im idzie praca.
W parafii trwały ostatnie etapy przygotowań naszych katechumenów do przyjęcia sakramentów świętych w wigilię paschalną. W tym roku grupa liczyła 100 katechumenów. Wiele pracy ale i wiele radości o wciąż prośba o modlitwę by wytrwali w Łasce Bożej do końca ich życia. Było naprawdę pięknie , wśród całej grupy 13 dzieciaków, które mamy pod opieką, przyjęło sakramenty chrztu i I Komunii -stąd tym radość większa. Tym razem rodzice dzieciaków byli naprawdę zaangażowani w przygotowanie dzieci do ich święta. I chyba po raz pierwszy całymi rodzinami byli obecni z dzieciakami na Mszy świetej, towarzysząc im w tym ważnym dla nich momencie.
Tradycyjnie już w Wielką Sobotę dzieciaki kolorowały i dekorowały pisanki wielkanocne…to ich radość, niektórzy dumnie wracali do domów z kolorowana przez siebie pisanką a niektórzy nie mogli oprzeć się i po skończeniu spotkania z apetytem je zjedli.
Kochani dotarła do nas także paczka z darami od Fundacji– bardzo Dziękujemy za pasty i szczoteczki do zębów, oraz pozostałe dary! dzieciaki także otrzymały także mydło więc szczęścia i radości było wiele. W Kamerunie nadal niespokojnie, na północy wciąż giną niewinni z rąk islamskiej sekty boko haram. W centrum i innych regionach kraju spokojniej lecz zmożone kontrole nie ustają. Stolica jest pod szczególna kontrolą policji, wojska. Nadal powierzamy Wam modlitwę o trwały pokój.

A przed nami wielkie wydarzenia roku jubileuszowego 800 lat Zakonu Dominikańskiego. Pierwszy tydzień kwietnia będziemy przeżywać tydzień dominikański z udziałem całej rodziny dominikańskiej tj.sióstr, braci, świeckich konsekrowanych oraz młodzieży dominikańskiej. Wcześniej już tradycyjnie młodzi wzięli udział w marszu modlitewnym. A teraz przygotowują inscenizację „Hymnu o miłości”, który przedstawią podczas świętowania.

Kochani bardzo serdecznie Was wszystkich pozdrawiam dziękujemy z serca za każdą pomoc i dary , wciąż się polecamy zapewniając o modlitwie w Waszych intencjach. Niech Miłosierny Ojciec błogosławi Wam i Waszym rodzinom w obfitości. Z wdzięcznością serca s.Alina

wtorek, 22 marca 2016

Wtorek, 19 stycznia

Dzień wolny. Ostatni przed wyjazdem z Kigera Etuma.
Znajmy pickup podjechał na zielony trawnik na przeciwko Makoko Swahili School, gdzie stacjonujemy do jutra. Ojciec Edward eskortuje nas do portu, z którego wystartujemy na obiecaną i zorganizowaną przez Siostrę Rut wycieczkę na wyspę. Znajdziemy ją na Jeziorze Viktorii.



Niezbyt przyjemny zapach suszonych ryb wbijał się niemiłosiernie w nos, kiedy po drabinie gramoliłem się niezdarnie na zaparkowaną przodem do brzegu drewnianą ok. 8 m długości płaskodenną łódkę transportową z niewielkim daszkiem i siedzeniami w postaci poprzecznie ułożonych desek. Pochmurna pogoda, wysokie na 1-1,5m fale i wiatr od zachodu bardziej niż zwykle obciążały pracą silnik Yamaha służący jednocześnie, jako ster. Prawdę mówiąc naprzemienne obciążenie i odciążenie odczuwał również mój na szczęście pusty już żołądek, kiedy rzucało łódką na falach, powodując okropne odczucie nudności.







Jezioro jest przepiękne w swojej okazałości z licznymi wysepkami, wyglądającymi jak sterty wielkich kamieni, gładkich przypominających rzeczne otaczaki.






Postrzępiona linia brzegowa obfituje w malownicze zatoczki, o krótkich kilkumetrowych piaszczystych plażach i drzewach wyrastających prawie z wody. Ten sielankowy obrazek psuje wiadomość o zawartości wód ok. 200x200km wielkości jeziora, w postaci parazyta, który dostaje się przez skórę i umiejscawia się w jednej z nóg powodując chorobę kończącą się w najlepszym wypadku amputacją. To skutecznie zniechęca wszystkich turystów do wchodzenia mokrą stopą na jakąkolwiek łódkę, a jednocześnie nie przeszkadza tutejszym rybakom, pomagającym przerzucić paczki na łódkę.

Mdłości kończą się wraz z pojawieniem się na horyzoncie docelowej wyspy, która wita nas szeroką plażą i znajomym zapachem suszonych na wielkich płachtach rozłożonych wszędzie na około rybek wielkości ok 5cm. Ten susz jedzą tu wszyscy od ludzi po zwięrzęta hodowlane. Małe, niskie chatki rybackie poustawiane wokół wspomnianych płacht są zbudowane z czego się dało i przykryte od góry starymi sieciami, workami, etc.




Spotykamy tu na miejscu znajomego księdza Edwarda, który odbiera nas z portu i wędrując wąskim pasmem lądu, na którym nie ma rozłożonych sieci i suszonych rybek, docieramy do jego sklepiku i budowanego przez niego hotelu. Hotel oznacza obecnie kilka wiat z trzciny i klepisko, ale z drugiej strony widzimy w budowie betonowo/ceglane ściany i od strony plaży małe boksy 2x2m, z miejscem na okno i drzwi, gdzie w przyszłości będą dwa lub trzy jednoosobowe piętrowe łóżka i miejsce na bagaż, a łazienka wspólna z drugiej strony budynku.







Gospodarz częstuje nas piciem, pozwala na fotografowanie okolicy i przekazuje na pamiątkę małe kolorowe portrety Prezydenta Magufili, a następnie towarzyszy nam w trekkingu po wyspie.







Mimo, że jesteśmy tu od wielu dni - zaskakuje nas poziom biedy i desperacji. Domy ulepione są ze śmieci i resztek sieci, a między tym krążą dzieci. Najczęściej głodne z tego co twierdzi nasz przewodnik. 





Zwiedzamy okolicę, przebijamy się przez busz do będącego jeszcze w budowie ośrodka katolickiego z kościołem, budynkami gospodarczymi i mieszkalnymi po drugiej stronie wyspy. Tam sytuacja wydaje się być trochę lepsza, nie tylko ze względu na jedyny na wyspie kościół, dom parafialny, ale także domu mieszkańców. Bardziej przypominają te do których przywykliśmy, niż domy osób utrzymujących się z rybołówstwa.













Po drodze napotykamy małpy, żółwie i inne zwierzęta oraz zaciekawione spojrzenia mieszkańców. Zdjęcia i aparaty są tu jednak bardzo niemile widziane. staramy się być bardzo ostrożni lub pytać o zgodę.








Rozmawiamy chwilę z lokalnymi mieszkańcami, dzięki tłumaczeniu Sióstr Celestyny i Rut. Gospodarz pokazuje nam swój dom, w którym się wychował, niczym się on nie wyróżnia w tej okolicy, ot taka lepianka z gliny z zardzewiałym dachem, jakich tu pełno, i tak lepsza niż rybacka. Pisząc to uświadamiam sobie, ze po prawie dwóch tygodniach obcowania z tą częścią Afryki równikowej powoli i niepostrzeżenie zaczynam się przyzwyczajać do widoków, architektury, niektórych zwyczajów. Zaczynam jeść co mi dają, bez obaw jeździć tymi samymi środkami komunikacji, co zwykli mieszkańcy czarnego lądu. Dostosowuję swoje oczekiwania lokalowe do możliwości,  jakie tu są. Przeliczam ceny wg szylingów zapominając o kursie do złotówki czy dolara. 
Ryby smażone i gotowane złowione wczoraj smakują nam wyśmienicie, popite gazowanymi napojami znanych marek, czy delikatnym w smaku piwem Serengeti. 

Do posiłku zapraszamy rownież dwoje spotkanych przypadkiem po drodze dzieci - choć jak się okazuje znane są Siostrze i Agnieszce bardzo dobrze.
W pewnym momencie, mijając jedną z rozłożonych sieci i nietypowy widok jakim są solary, słyszymy nieśmiałe wołanie - sister Ruthie! Siostra rozgląda się i w pierwszej chwili nie poznaje (jak się później okazało, z powodu wychudzenia) i dopiero po chwili na jej twarz wypływa uśmiech. Połączony z najwyższą troską.





Rodzeństwo Adam 6 lat i Eva 10 lat, które mieszkały w Ośrodku Siostry Rut, po tym jak matka będąc już wysoko w ciąży przyjechała po nie twierdząc, że ponownie będą szczęśliwą rodziną. Aktualnie skończyły się wakacje, dzieci powinny wrócić do szkoły już ponad tydzień temu, ale matce jednak jest wygodniej kiedy starsza Eva gotuje całej rodzinie, a młodszy Adam przynosi codziennie wodę. Dzieci spotkane na plaży, plączące się bez celu i sensu, zauważalnie szczuplejsze, bez uśmiechu, radości i energii znanego pobytu w szkole.  Suzi zabiera je do matki, by zapytać o to czy wrócą z nami do Kigera. Mija kilkanaści eminut, docieramy na planowany tego dnia posiłek. Agnieszka skusiła się na "patat majaj", czyli tradycyjne frytki w jajku.


Wraca Suzi z dziećmi, co za zmiana!
Ubrany teraz w garniturek z białą koszulą i krawatem, na szybko umyty i doprowadzony do porządku Adam oraz podobnie wyszukiwana naprędce Eva w czystej sukience pdołączzają do nas i poczęstowane posiłkiem jedzą zachłannie, kolejną dokładkę ryb z ryżem, za  sztućców służą i własne dłonie. Palce wpychają jedzenie głęboko w krtań, pełne dłonie, szybko. Jakby z obawy, że ktoś zabierze, albo nie pozwoli dłużej jeść. W oczach Agnieszki, obserwującej bacznie zachowanie dzieci i całą scenę z odświętnymi ubraniami, widzę smutek i łzy.


Siostra Rut, wyjaśnia nam zamiary matki, która w ten sposób próbuje poprawić swój wizerunek, pomimo tego ze godzinę wcześniej dzieci brudne i głodne wałęsały się bez opieki po plaży, gdzie mały Adam podbiegł do Siostry Rut witając ją radośnie. Chwilę wcześniej nie mogliśmy go rozpoznać, o wiele chudszy, z wydętym brzuchem, smutny ze zwieszoną głową siedział obok śmierdzących suszących się w słońcu ryb, ręku trzymał kawałek starej sieci, ale się nie bawił. Te dwie następujące po sobie w godzinnym odstępie sceny po raz kolejny dają nam do myślenia. 

Świat afrykańskich dzieci, bez wsparcia może być okrutny. Łatwo w nim skończyć bez szkoły, perspektyw, bez przyszłości. Postawa rodziców, jak w tym przypadku jest decydująca. Wielu rodziców, poradziło sobie bez edukacji i jakoś żyją, wiec nie czują potrzeby rozwijania swoich dzieci. Są też przebłyski nadziei, jak w przypadku rodziny jednej pracownicy ośrodka Rut, która pomimo skromnych środków z uporem, odmawiając sobie wiele, edukuje swoje dzieci w szkołach z internatami, uniwersytetach. Oni mają przyszłość, dzięki tym wysiłkom, edukacji otrzymały szanse na realną poprawę swojego życia i swoich przyszły rodzin. Zdobywają konkretne zawody, a co za tym idzie szanse na prace w dobrych warunkach za odpowiednie pieniądze. Już dziś deklarują swoje wsparcie dla inicjatyw społecznych, bo są świadomi tego, jak cieżko jest się wybić w afrykańskich warunkach. 
Wspomniana matka, niezłomnie walcząca o przyszłość swoich dzieci, towarzyszy nam w tej wycieczce, opowiada o swoich przejściach dając świadectwo powiedzeniu, że dzieci to przyszłość świata. Gdyby nie pomysł Siostry Rut, żeby namówić ją na wspólny odpoczynek od szarej codzienności, pewnie nigdy by nie skorzystała z takiej możliwości. To dla niej dzień prawdziwie świąteczny, nigdy tu nie była, nie podróżowała, a dla nas to kolejne doświadczenie warte zapamiętania. 
Dociera do mnie, że pogoda się uspokoiła, czarne chmury wiszące nad horyzontem rozwiał pomyślny wiatr, słońce oświetlało nasze twarze. Najedzone dzieci wracają do matki, która po rozmowie z Siostrą zdecyduje o ich przyszłości, matka - nasza bohaterka - uśmiecha się leciutko, dyskretnie, kiedy pomagam jej wsiąść po krzywej drabinie na czekająca już łódkę. Nasz gospodarz odprowadza nas na plaże do portu, żegnając i zapraszając do swojego hotelu, który skończy, jak Bóg da, czyli jeszcze nie wie kiedy dokładnie. 

Spokojne dla odmiany jezioro Wiktorii, dudniący miarowo silnik zapakowanej po brzegi towarami i ludźmi łodzi, w zachodzącym słońcu otulają nasze zmysły. W pewnym momencie zauważam, że od spodu nabieramy lekko wody, a kiedy jej poziom przekracza 10cm gestem zgłaszam to operatorowi steru, który natychmiast wzywa kolegę z pojemnikiem i on do końca drogi wybiera wodę, a my docieramy bezpiecznie do portu w Musoma. 



Wita nas ponownie zapach suszonych ryb i uśmiechnięta twarz Ojca Edwarda czekającego na brzegu, by dowieźć nas z powrotem.
To był trudny dzień. I ostatecznie nie miał wiele wspólnego z turystyczną wycieczką.
Także dla Agnieszki.