Szukaj na tym blogu

czwartek, 3 marca 2016

Niedziela, 17 stycznia - oczyma Marcina


Świątek, piątek, a pracować trzeba, dlatego dziś pomimo niedzieli i drugiego z trzech dni leczenia malarii stawiam się o czasie w pełnym rynsztunku na śniadaniu, by kilka minut po ósmej usłyszeć znajomy gang ćwierćlitrowych tym razem silników naszych mistrzów kierownicy. 
Motocyklowe taxi zawozi nas znaną drogą do ośrodka Siostry Rut na obchody zakończenia roku szkolnego i rozdanie świadectw, prezentów, plus msza święta z wzruszającym kazaniem, którą przesypiam ze zmęczenia na dwóch krzesłach w gabinecie z lekarstwami. 

Obudzony po mszy.
Dzieci ubrane w togi z charakterystycznymi czapkami, przedszkolaki w szarobiałych strojach, odświętny wystrój, balony, przewieszki z kolorowego materiału, na żółto przyodziany stół prezydialny przywitały nas wzbudzając podniosłą atmosferę święta. Dzieci przygotowały występy śpiewane i tańczone, zebrały oklaski, w ruch poszła kamera, przemówienia księdza i poszczególnych sióstr oraz Agnieszki, której wypowiedź przetłumaczona przez księdza zebrała oklaski, a zaraz po nich otrzymaliśmy prezenty w postaci kolorowych obrazów na płótnie.


Następnie przejście na posiłek, kilka gorących termosów wielkości dużych garnków, a w nich same smakowitości, ryż biały i brązowy, tu zwany brudnym, ryba i kurczak na dwa sposoby oraz inne specjały. Dzieci zajadały ze smakiem, a następnie popijały wszystko napojami gazowanymi.


W pewnym momencie dziecko podeszło do siostry, z prośbą o otworzenie butelki, ale oczywiście zapomniało wspomnieć, że butelka była wstrząśnięta odpowiednio wcześniej i wiadomo co się stało później. Impreza nabiera tempa, śmiechy, zabawy, a na koniec podziękowania w wykonaniu księdza skutkują gromkimi brawami. Dalej w planie wspólne zdjęcia w togach w przystrojonej sali i wspólne granie na bongosach. Piosenką pod tytułem Time to say goodbay, kończymy powoli zmierzając do biura Siostry Rut. 
Kilka kilogramów ryżu, bańka oleju, paczka cukierków i kilka porcji mięsa przywiezione ze sobą zmieniają właściciela, a głowa rodziny, która obdarzyła nas żywą kurą kilka dni temu wychodzi uśmiechnięta ze wspomnianą zawartością na głowie zapakowaną w kartonie po wodzie. Taki sposób przenoszenia ciężarów jest tu ćwiczony od maleńkości. W drodze widujemy nastolatki noszące 20L wiadra z wodą na głowach. 



Jeszcze tylko  oczekiwanie na pikipiki, pewnie już wiesz co to znaczy i za chwilę mkniemy po barabara, co oznacza tu drogę. Przed zachodem słońca docieramy na bazę, rytuały higieniczne, kolacja i kończy się kolejny afrykański dzień naszej wyprawy. 

Każde dziecko na świecie ma jakieś marzenie, które chciałoby spełnić w życiu. Po czterech latach działalności ośrodka widać efekty, dwójka siedniolatków przeczytała mowę na zakończenie roku. Gdyby nie wsparcie darczyńców, zapał sióstr, praca lokalnej społeczności, te dzieci wałęsałyby się po okolicy do dziś. Pomoc im w realizowaniu ich celów jest nie tylko zaszczytem, ale i przywilejem. Naprawdę niewiele im trzeba, żeby poprzez edukację mieli szansę budować swoją przyszłość zmieniając świat na lepsze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz