Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 25 stycznia 2016

sobota, 9 stycznia, wyjątkowy dom dziecka i adopcje

W Kenii, podobnie jak w wielu innych krajach słabo rozwiniętych, pomoc socjalna nadal jest w powijakach.  Są ośrodki, sierocińce, finansowane przez państwo, jednak w praktyce to bardziej "ochronki",  gdzie dzieci są doglądane, a ich liczba w danym ośrodku przekracza kilkadziesiąt, a nawet kilkaset. Nawet jeśli za prowadzenie takich ośrodków biorą się osoby z zapałem i chęcią zmiany (lub właściwe osoby są wyznaczane na te stanowiska), w zetknięciu z rzeczywistością ideały upadają szybko.

Dom dziecka prowadzony przez Reginę nie jest państwową, a prywatną placówką. Założonym z potrzeby serca. Dzięki temu nie musi być w nim minimum 35 dzieci, a kilkanaście. Taka ilość pozwala zapewnić wszystkim niezbędne minimum matczynej troski i zainteresowania oraz poczucia wspólnoty z "rodzeństwem". Relacje są zachowane, łatwiej także dostrzec emocje i potrzeby wszystkich dookoła, by zareagować na czas.

Regina i jej mąż wzięli także na siebie najtrudniejsze - pomoc dzieciom z niepełnosprawnościami, także zaawansowanymi. One mają podwójnie trudno - nie tylko sieroty, ale także jako dzieci w rodzinach. Niepełnosprawność jest piętnowana, lokalne wierzenia mówią o karze, a zabobony najgorszego sortu wskazują także na konieczność uśmiercania "takich" dzieci zanim sprowadzą zły omen na rodzine lub wioskę. Sytuacje bywają dramatyczne.

Największym szokiem dla mnie nie były jednak historie dzieci, choć te przyprawiają o dreszcze i po ich poznaniu wychyliliśmy kilka głębszych, aby móc przetrawić informacje.. Ale o tym za chwilę.

Zaskoczeniem było bowiem podejście Reginy do adopcji.

Miałam i mam do czynienia z kilkudziesięcioma placówkami w krajach Globalnego Południa (m,in, Afryki) i w 99% placówki te przyjmują dzieci i..zatrzymują je. Po prostu. Do pełnoletności.
Przyzwyczajono mnie przez lata do tego, że tak po prostu jest. Że sieroty trafiają pod kuratelę i należy na nie łożyć do pełnoletności właśnie w domach dziecka i ośrodkach opiekuńczych lub wychowawczych. Odchodzą jako osoby pełnoletnie lub uciekają jako nastolatki, a niejednokrotnie kilka lat przez osiągnięciem dojrzałości.
Faktem jest, że dokumentowanie urodzin dzieci, przejmowanie opieki prawnej nad dzieckiem, które zostało bez rodziców  etc odbywa się tam na zasadach nieznanych ludziom w Europie. Dzieci w dużej mierze traktowane są jak "rzeczy" - szczególnie na terenach wiejskich - a opiekę nad nimi przejmuje członek rodziny lub ktoś z wioski, w zależności od tego kto ma takie możliwości, poziom empatii lub potrzebę wzięcia do siebie dodatkowych rąk. Pobudki bywają różne - jak wszędzie - i już nie dziwią.
Spotkałam się, wiele lat temu, na początku swojej współpracy z pewnym przeczuciem, które z czasem przerodziło się w pewność, że posiadanie dzieci pod opieką i trzymanie ich w placówkach ma uzasadnienie ekonomiczne. Nie tylko w postaci dofinansowań, ale przede wszystkim darowizn od osób prywatnych i firm. Mając podopiecznych łatwiej o datki. Latami. A sytuacja prawna dzieci nie ulega zmianie, bo nikt się o to nie stara.

Regina złamała schemat. Okazało się, że zbudowanie dziecku dokumentacji nie jest syzyfową pracą. Jej celem nie jest zatrzymanie dzieci, a znalezieni im rodziny. Jak sama mówi - tylko w dobrej rodzinie dziecko ma szanse dojrzewać prawidłowo i rozwinąć skrzydła.
Dlatego właśnie jej celem jest przede wszystkim faktyczna adopcja dzieci.
Regina wyszukuje rodziny Kenijskie, które borykają się z problemem bezpłodności lub mogą adoptować kolejne i są w stanie zapewnić dziecku miłość "na wyłączność "i dobry start. Jako były pracownik socjalny nie pragnie "ochronki", a przygotowuje przygarnięte, znalezione, przyniesione lub przyprowadzone dzieci do życia w rodzinie. Nie jest to łatwe, szczególnie w przypadku dzieci z rodzin patologicznych, które nie chcą zrzec się praw rodzicielskich lub dzieci znalezionych na śmietniku, porwanych, dzieci ulicy. Nie jest to jednak niemożliwe i z sukcesem wprowadza plany w życie od 5 lat. Kilku Podopiecznych juz znalazł domy rodzinne. Wcześniej możliwe były także adopcje międzynarodowe (głównie kraje skandynawskie, z którym jest podpisana przez Kenię stosowna umowa(, ale od listopada 2014 rząd Kenii wstrzymał procesy adopcji międzynarodowych i na razie nie ma planów by wdrożyć je z powrotem.

Ważne jest także, że w Kenii praktycznie niemożliwa jest adopcja dziecka chorego. Wszystkie dzieci niepełnosprawne, które Regina wzięła i weźmie pod swoje skrzydła, zostaną z nią i jej rodziną. To na jej barki spadnie ich utrzymanie, wychowanie i otoczenie miłością.
I ma tego świadomość.

Choć w pierwszej opcji nie widziałam szansy na współpracę i nie wyobrażałam sobie braku "pośrednika" - współpracownika na miejscu z korzeniami w Europie lub Ameryce Północnej - poznanie tej rodziny zmieniło nastawienie o 180 stopni. Z żalem odnotowałam, że w grafiku wyjazdu mamy na ich poznanie tyko 3 dni! Musieliśmy zrobić w tym czasie maksymalnie dużo.

Wspólne zakupy to zawsze dobra okazja by pomóc, dlatego po drodze do kawiarni na rozmowę z Reginą, ale także jej córką Angie, która dba o księgowość domu dziecka, wpadłyśmy na zakupy.

Podstawą żywienia dzieci są warzywa - mąka kukurydzianka,a z niej: uji (purre) i ugali (kaszka) oraz chipati (packi kukurydziane), a także wszelkiej maści fasola i groch, z racji wysokich kosztów mięsa.
Ten sycący wypełniacz był dziś podstawowym zakupowym produktem. Jak to mówią - do wyboru, do koloru. Dosłownie.




Część dzieci wymaga leków - na bieżąco lub doraźnie, dlatego apteka także znajduje się na mapie wycieczek i tanio nie jest..


Jeszcze tylko trzeba to spakować do samochodu. Posiadanie auta w przypadku prowadzenia takiego domu nie jest niezbędne, ale Regina wie jak wygląda życie bez - w początkowej fazie projektu nie mieli pojazdu. Dzieci do lekarza, do szkół wozili matatu (busikami komunikacji publicznej) albo uproszonymi po ludziach przejazdami, torby żywności nosiła w rękach, 25kg worki mąki i ziaren - jak większość, czyli na głowie. I można to robić dla rodziny 2+2, ale wykonywanie tych czynności dla 15osobowej - przekracza cokolwiek co można zrozumieć. Dlatego Steve wycofał pieniądze, zbierane przez 40 lat pracy, na swoją emeryturę i kupił żonie samochód. Nie chciał, by spełnienie swojego życiowego marzenia o bezpośrednim pomaganiu dzieci nie przypłaciła zdrowiem lub życiem. Kłopotów dnia codziennego i tak mają aż nadto...

Dzisiejszych zakupów było naprawdę sporo i zaskoczyła mnie pojemność auta, a to okazało się niczym w porównaniu z dniem kolejnym. Wtedy dopiero zrobiliśmy z Marcinem tzw. wielki oczy ;)


Nakuru to duże i rozległe miasto. Ma ponad 300 tys. mieszkańców i jest trzecim co do wielkości miastem Kenii. Leży na zachód od masywu górskiego Kenia, a otoczone jest parkiem narodowym. Nasz grafik niestety nie przewiduje zwiedzania w takim zakresie dlatego i wulkaniczna Mount Kenia, park narodowy, Lake Nakuru z flamingami czy Lake Naivasha - przeszły nam niestety koło nosa i musza poczekać na turystyczny przyjazd.


Jezioro Naivasha widziane wczoraj jedynie z oddali - polecamy szpital i sierociniec hipopotamów znajdujący się nad nim lub słynne flamingi nad jez.Nakuru w pobliżu ;)


I jedno z ciekawszych rond jakie widziałam w życiu. Na samym środku wstawiono instalację - doszczętnie zniszczony, podczas wypadku na tym rondzie, samochód. I działa na wyobraźnię.


 Znaleźliśmy także reklamę proszku do pieczenia dla tych mniej smacznych ndazi / mendazi / menendazi (jak zwał, tak zwał..).


Na zakończenie jeszcze jedne zakupy. W piątek dostałałam wiadomość z Polski, że jakaś Pani zakupiła mleko dla dzieci w naszym sklepiku - niejedno:

Postanowiłyśmy z Reginą od razu sfinalizować ten zakup na równowartość wpłaty (realizacja zakupów produktów wirtualnych z naszego sklepiku zawsze odbywa się już na miejscu w danej placówce do której przekażemy środki). Jedyne o co poprosiła to o zamianę mleka w proszku na mleko dla trochę starszych dzieci. Kilkadziesiąt kartonów takiego mleka zawieziemy do Nakuru, bo już od kilku dni tylko maluchy dostawały mleko w butelce, dla starszych dzieci nie było, a uwielbiają i je, i kakako ;)
Dziękujemy za zakupy tych i innych produktów w naszym sklepie online ;)
A tych, którzy wola zakupy we wszystkich sklepach w Polsce i pomaganie przy okazji bez własnego budżetu zapraszamy do serwisu fanimani.pl, gdzie nie musisz wydawać swoich pieniędzy, a pomaga nam jedynie procent od dokonanej przez Ciebie płatności, który przekazuje nam sklep ;)
Strona fundacji w serwisie FaniMani.pl  - KLIK (można sobie ustawić "wtyczki" do przeglądarek, by wiedzieć który z Twoich ulubionych sklepów jest w programie i działa na rzecz innych ;)


Dzień w mieście zakończony już dość późno spotkaniem z Angie oraz kilkugodzinnymi ustaleniami szczegółowych warunków współpracy, umowy, faktycznych kosztów, form opieki nad dziećmi oraz planami na dalsze 2-5 lat oraz bardziej perspektywicznie. Niewątpliwym atutem współpracy z Reginą jest także fakt, że jest Kenijką, nie misjonarką czy osobą wysłana z projektu. Szanse na jej "odwołanie" z danej placówki są zerowe, a planowanie może dotyczyć nawet dekady lub dalej.


Gdy wieczorem wróciliśmy do dzieci nie mieliśmy już dużo czasu, a dzieci z utęsknieniem czekały na obiecany wczoraj seans nr 2. Dlatego razem z Barbie Małą Syrenką spędziliśmy resztę wieczoru oklejeni dziećmi. Po bajce pozostałe tylko wysłać starsze do łóżek, młodsze zawsze zasypiają w pokoju z Reginą, która po kolei karmi je, kładzie na kanapach i głaska dopuki łobuziaki nie padną na dobre. Później przenoszone są do łóżeczek na piętro.
Do obejrzenia łóżeczek i całego domu, wynajmowanego od kilku lat, zaprosimy Cię na spokojnie pod koniec marca, napiszemy o tym na naszym blogu ;)

Jeśli chcesz zostać Rodzicem Adopcyjnym jednego z dzieci Reginy i Steva napisz na adopcja@majaprzyszlosc.org.pl
Możesz zdecydować komu chcesz pomóc - w tym celu poznaj je bliżej już jutro podczas pikniku!
(czytaj w kolejnym poście)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz